Przejdź do głównej treści

Klocki na sztuki

Robotyczne ramiona sortują kolorowe klocki jadące taśmą produkcyjną do osobnych pojemników.
Inspiracje i ciekawostki

AI sortuje 100 tys. klocków dziennie. Czy automatyzacja zmieni rynek używanego LEGO?

Rynek używanego LEGO ma jeden podstawowy problem: im większa partia luźnych klocków, tym więcej czasu kosztuje jej identyfikacja, sortowanie i próba odtworzenia konkretnych zestawów. Przy kilku kilogramach można robić to ręcznie. Przy tonach materiału zaczyna się problem przemysłowy.

Brytyjska firma WeBuyBricks próbuje rozwiązać go systemem Brick-o-Matic. Według świeżego materiału The Times maszyna wykorzystuje kamerę wspieraną przez AI oraz automatyczne sortowanie, a deklarowana przepustowość sięga 100 tys. elementów dziennie. Firma podaje też, że zinwentaryzowała już około 14 ton klocków i skierowała ponownie do obiegu 25 mln elementów.

Największym kosztem nie jest sam klocek, tylko praca przy nim

Luźna mieszanka ma wartość, ale dopiero po uporządkowaniu. Trzeba rozpoznać kształt, kolor, wariant części, odsiać elementy uszkodzone i nieoryginalne, a potem sprawdzić, czy da się z nich odtworzyć kompletne lub niemal kompletne zestawy.

WeBuyBricks już dziś kupuje zarówno całe zestawy, jak i luźne klocki na wagę. Przy sprzedaży całych zestawów firma pyta o numer zestawu, liczbę minifigurek i stan kompletności. Przy sprzedaży luzem wystarcza masa i ogólna charakterystyka partii. To pokazuje, że biznes istnieje jeszcze zanim automatyzacja wejdzie na pełną skalę.

Jak działa Brick-o-Matic?

Z opisu opublikowanego przez The Times wynika, że system rozpoznaje elementy za pomocą kamery i algorytmów AI, a następnie fizycznie je rozdziela. W procesie mają być też eliminowane części uszkodzone i podróbki.

Najważniejsze nie jest jednak samo „rozpoznawanie obrazem”. Kluczowe jest połączenie identyfikacji z szybkim ruchem materiału przez cały system. Dopiero wtedy technologia może konkurować z ręcznym sortowaniem przy dużej skali.

100 tys. elementów dziennie zmienia punkt odniesienia

Przepustowość na poziomie 100 tys. części dziennie oznacza, że proces przestaje przypominać domowe sortowanie, a zaczyna działać jak infrastruktura przemysłowa.

Dla rynku wtórnego może to mieć znaczenie z prostego powodu: część mieszanek, których ręczne sortowanie byłoby zbyt drogie lub zbyt czasochłonne, może stać się ekonomicznie opłacalna do przetworzenia.

To nie znaczy, że każda skrzynia przypadkowych klocków zamieni się nagle w kompletne zestawy. Oznacza natomiast, że koszt pierwszego etapu — rozdzielenia i rozpoznania masy elementów — może znacząco spaść.

Od worka luźnych części do konkretnego zestawu

Najbardziej interesujący etap zaczyna się dopiero po sortowaniu. Sama informacja, że mamy 200 czarnych płytek, 40 czerwonych skosów i kilka charakterystycznych paneli, jeszcze nie mówi, jakie zestawy da się z tego odtworzyć.

Tu potrzebne jest połączenie inventory, danych o brakach i logiki kompletowania. Jeżeli firma potrafi szybko rozpoznać dużą partię elementów, może następnie porównać ich stan magazynowy z listami części konkretnych zestawów i wybrać te, które da się złożyć z najmniejszą liczbą braków.

To właśnie ten moment może najbardziej zmienić ekonomię rynku wtórnego: nie samo sortowanie, lecz możliwość wydobycia większej liczby pełnych lub prawie pełnych zestawów z materiału, który wcześniej sprzedano by wyłącznie na kilogramy.

Co nadal wymaga człowieka?

Automatyczne rozpoznawanie kształtu i koloru nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Wciąż trudniejsze są:

  • ocena startego lub uszkodzonego nadruku,
  • rozróżnienie części z naklejką od nadruku,
  • ocena pęknięć i zużycia połączeń,
  • weryfikacja stanu minifigurek,
  • identyfikacja subtelnych wariantów form,
  • sprawdzenie peleryn, materiałowych dodatków i instrukcji.

WeBuyBricks samo deklaruje, że używane zestawy są sprawdzane przez zespół, a nie tylko przepuszczane przez automat. To ważne, bo automatyzacja najlepiej radzi sobie z powtarzalnymi etapami o dużej skali, natomiast ocena kolekcjonerska nadal wymaga kontekstu.

Czy automatyzacja zwiększy podaż używanych zestawów?

To najbardziej logiczny potencjalny skutek, ale na dziś pozostaje wnioskiem, a nie potwierdzonym efektem rynkowym.

Jeśli firmy będą w stanie taniej rozpoznawać i sortować duże partie, więcej klocków może trafić z powrotem na rynek nie jako anonimowa mieszanka, lecz jako konkretne zestawy albo dokładnie skatalogowane części.

WeBuyBricks już dziś przyjmuje zestawy kompletne, częściowo kompletne i luźne partie na wagę. Automatyzacja może sprawić, że granica między tymi kategoriami stanie się bardziej płynna: materiał sprzedany jako „bulk” może później zostać rozpoznany jako źródło brakujących części lub całych zestawów.

Czy to obniży ceny wycofanych zestawów?

Nie ma dziś podstaw, by stawiać taką tezę jako fakt.

Większa liczba odzyskanych zestawów może zwiększyć podaż, ale cena na rynku wtórnym zależy również od popytu, rzadkości minifigurek, stanu, kompletności, pudełka, instrukcji i popularności konkretnej serii.

Automatyzacja może więc poprawić dostępność części i częściowo zwiększyć liczbę kompletnych egzemplarzy, ale nie oznacza automatycznie gwałtownego spadku cen rzadkich modeli.

To nie jest pojedynczy eksperyment

WeBuyBricks nie jest jedyną firmą próbującą automatyzować ten proces. Europejski startup Sort A Brick również rozwija system wykorzystujący AI do rozpoznawania, sortowania i grupowania używanych klocków według zestawów. Firma przyjmuje partie od klientów i odsyła je uporządkowane w gotowe do budowy pakiety.

Sam fakt, że więcej niż jeden podmiot inwestuje w podobne rozwiązania, sugeruje, że automatyczne sortowanie może stać się osobną kategorią usług na rynku używanego LEGO, a nie jednorazową ciekawostką.

Największa zmiana może dotyczyć ekonomii, nie samej technologii

Rozpoznawanie klocka przez kamerę brzmi efektownie, ale z punktu widzenia rynku wtórnego ważniejsze pytanie brzmi: czy dzięki temu opłaca się odzyskiwać materiał, którego wcześniej nie opłacało się sortować ręcznie?

Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, automatyzacja może zwiększyć efektywność całego obiegu: od przyjęcia mieszanego materiału, przez identyfikację, aż po kompletowanie i ponowną sprzedaż.

Nie oznacza to końca ręcznego sortowania ani pracy kolekcjonerów. Bardziej prawdopodobny scenariusz to podział zadań: maszyny przejmują masowe, powtarzalne sortowanie, a człowiek zostaje tam, gdzie liczy się stan, niuanse wariantów i ocena kolekcjonerska.

To właśnie dlatego Brick-o-Matic jest ciekawszy jako element zmiany modelu biznesowego niż jako efektowna maszyna sama w sobie.