Przejdź do głównej treści

Klocki na sztuki

Klockowa mapa świata z zaznaczoną trasą przesyłki z Teksasu przez Nowy Jork do Polski.
Inspiracje i ciekawostki

Naklejki za 20 dolarów, które kosztowały ponad 300. Historia jednego brakującego arkusza LEGO

W kolekcjonerstwie LEGO najdroższy problem nie zawsze wygląda spektakularnie. Czasem jest nim drobny plastikowy element. Czasem nietypowa minifigurka. A czasem kawałek papieru z klejem i nadrukiem — arkusz naklejek, który trzy dekady wcześniej większość właścicieli po prostu wykorzystała zgodnie z przeznaczeniem.

Jedną z najbardziej skomplikowanych rzeczy, jakie organizowałem dla klienta, był oryginalny, nienaklejony arkusz naklejek do policyjnego zestawu LEGO z lat 90. Nie chodziło o reprodukcję ani współczesny zamiennik. Klient chciał oryginał.

Dlaczego nienaklejony arkusz sprzed 30 lat jest tak rzadki?

W przypadku klocka sytuacja jest prosta: część trafia do zestawu, jest używana podczas budowy, a później może przez dekady krążyć pomiędzy kolekcjami. Naklejka działa inaczej. Jeśli została naklejona, przestaje istnieć jako osobny element kolekcjonerski.

To oznacza, że podaż oryginalnych, nienaklejonych arkuszy z lat 90. jest naturalnie bardzo mała. Większość została wykorzystana podczas pierwszego składania zestawu. Część trafiła do kosza razem z pudełkami i instrukcjami. Część zaginęła. Niewielu ludzi trzydzieści lat temu odkładało czysty arkusz z myślą, że kiedyś będzie potrzebny kolekcjonerowi na drugim końcu świata.

Właśnie dlatego taki drobiazg może okazać się znacznie trudniejszy do zdobycia niż duży element modelu.

W końcu znalazł się jeden sprzedający

Po przeszukaniu różnych giełd i ofert udało się znaleźć właściwy arkusz. Sprzedający był w Teksasie. Z tego, co udało mi się wtedy ustalić, był jedyną osobą oferującą dokładnie te oryginalne, nienaklejone naklejki.

Cena samego arkusza wynosiła około 20 dolarów.

Gdyby na tym historia się kończyła, byłby to całkiem zwyczajny zakup kolekcjonerski. Problem polegał na tym, że sprzedający był starszym człowiekiem i jasno powiedział, że nie wysyła poza Teksas.

Z Europy do Teksasu po arkusz naklejek?

Dla człowieka mieszkającego w Europie osobisty wyjazd do Teksasu po arkusz naklejek za 20 dolarów nie miał większego sensu.

Zamiast tego uruchomiłem kontakty — choć nie był to mój bezpośredni znajomy z Nowego Jorku. Dotarłem do niego przez wspólnych znajomych, czyli w praktyce był to znajomy moich znajomych.

Ten kontakt w Nowym Jorku znalazł z kolei osobę w Teksasie, która zgodziła się kupić arkusz lokalnie od sprzedającego.

W ten sposób powstał łańcuch, którego nikt nie planował na początku:

sprzedający w Teksasie → znajomy w Teksasie → kontakt w Nowym Jorku przez wspólnych znajomych → Polska.

Najpierw zakup lokalny, potem długa droga do Europy

Osoba w Teksasie kupiła naklejki od sprzedającego. Następnie arkusz trafił do Nowego Jorku. Dopiero stamtąd można było zorganizować wysyłkę do Polski.

Każdy etap wymagał kontaktu, czasu, przekazania paczki i kolejnych ustaleń. Do tego dochodziły koszty transportu oraz opłaty związane z importem.

Całość trwała około dwóch i pół miesiąca.

Z 20 dolarów zrobiło się ponad 300

Najciekawsza w tej historii jest ekonomia całej operacji.

Sam arkusz kosztował około 20 dolarów. To była cena przedmiotu.

Ale cena przedmiotu i koszt jego zdobycia to dwie zupełnie różne rzeczy.

Po drodze pojawili się pośrednicy, transport pomiędzy stanami, wysyłka międzynarodowa, opłaty celne i czas potrzebny na zorganizowanie całego procesu. Do tego dochodziła moja praca przy znalezieniu właściwej oferty, kontakcie ze sprzedającym, zbudowaniu łańcucha osób i koordynowaniu przesyłki.

Po zsumowaniu wszystkiego z arkusza za około 20 dolarów zrobił się koszt przekraczający 300 dolarów.

I to jest ważne rozróżnienie: te naklejki nie miały po prostu rynkowej ceny 300 dolarów. Sam sprzedający chciał za nie około 20. Ponad 300 dolarów kosztowało zdobycie konkretnego egzemplarza i dostarczenie go do konkretnego kolekcjonera w Polsce.

Klient wiedział, na co się pisze

Cały proces miał jeszcze jeden ważny element: klient od początku wiedział, że zadanie będzie nietypowe.

Zapłacił za wszystko z góry i był gotowy czekać. Nie chodziło mu o najtańsze rozwiązanie, tylko o zdobycie właściwego, oryginalnego arkusza.

Po około dwóch i pół miesiąca naklejki dotarły do Polski. Zadanie się udało, a klient był zadowolony.

Dlaczego takie rzeczy potrafią być trudniejsze niż rzadki klocek?

Ta historia dobrze pokazuje specyfikę rynku wtórnego LEGO.

Wartość i trudność zdobycia przedmiotu nie zawsze wynikają z tego, ile kosztował w chwili produkcji albo ile waży. Czasem najważniejsza jest po prostu podaż zachowanych egzemplarzy.

Nienaklejony arkusz ma wyjątkowo trudne życie kolekcjonerskie. Jego przeznaczeniem było zostać wykorzystanym. Każdy arkusz naklejony na model znika z rynku jako osobny, oryginalny element. Po kilkudziesięciu latach pozostają głównie egzemplarze, których ktoś z jakiegoś powodu nigdy nie użył.

Jeśli taki arkusz dotyczy konkretnego starego zestawu, a na rynku pojawia się jeden sprzedający, odległość przestaje być drobnym problemem logistycznym. Staje się częścią ceny.

20 dolarów to nie zawsze prawdziwy koszt zakupu

Na rynku kolekcjonerskim warto rozróżniać dwie rzeczy:

  • market value — ile sprzedający chce za sam przedmiot,
  • acquisition cost — ile realnie kosztuje zdobycie go tam, gdzie jest potrzebny.

W łatwym przypadku te liczby są do siebie bardzo zbliżone. W trudnym — mogą różnić się wielokrotnie.

W tym przypadku arkusz kosztował około 20 dolarów, ale jego acquisition cost urósł do ponad 300. Nie dlatego, że nagle zmieniła się wartość papieru z nadrukiem, ale dlatego, że trzeba było stworzyć całą drogę dostawy, która normalnie nie istniała.

Na tym właśnie polega kolekcjonerstwo

Można oczywiście powiedzieć, że płacenie kilkuset dolarów za sprowadzenie arkusza naklejek brzmi absurdalnie. Z perspektywy osoby, której na takim elemencie nie zależy — pewnie tak.

Ale kolekcjonerstwo często nie polega na szukaniu najtańszego rozwiązania. Polega na znalezieniu właściwego elementu do konkretnej kolekcji.

W tym przypadku klient nie chciał zamiennika. Chciał oryginał. Oryginał był w Teksasie. Sprzedający nie wysyłał poza Teksas. Trzeba więc było znaleźć inną drogę.

Teksas → Nowy Jork → Polska.

Dwa i pół miesiąca, kilka osób, ponad 300 dolarów i jeden arkusz naklejek, którego prawdopodobnie większość właścicieli podobnego zestawu trzydzieści lat wcześniej nawet nie pomyślałaby zachować.

I właśnie dlatego rynek starych LEGO potrafi być znacznie ciekawszy niż sama tabela cen części.