Przejdź do głównej treści

Klocki na sztuki

Tryptyk z konstrukcji z klocków: jasny lampion z rzepy przy kamiennym murku, pomarańczowa dynia z wyciętą twarzą i postać szkieletowej damy w kwiecistym kapeluszu z motylami.
Inspiracje i ciekawostki

Halloween i Día de Muertos w świecie LEGO. Od irlandzkiej rzepy do La Catriny

Jesienią w świecie LEGO łatwo znaleźć podobne motywy: czaszki, szkielety, duchy, kwiaty i oczywiście wydrążone dynie. Wszystkie mieszczą się w jednym kalendarzu, ale niekoniecznie w jednej tradycji. Wizerunek ducha w halloweenowej dekoracji ma przede wszystkim bawić i lekko straszyć. Szkielet w eleganckim kapeluszu może natomiast odsyłać do meksykańskiej historii sztuki oraz święta poświęconego pamięci o bliskich.

Właśnie dlatego warto popatrzeć na te konstrukcje inaczej niż na kolejne jesienne zestawy. Ich kolory i kształty są dobrym pretekstem, by zadać pytania: skąd wzięła się dyniowa latarnia, dlaczego niegdyś robiono ją z rzepy i co naprawdę przedstawia La Catrina? Odpowiedzi prowadzą od irlandzkiego folkloru przez amerykańską popkulturę aż do Meksyku.

Halloween nie zaczęło się od dyni

Dzisiejsze Halloween kojarzy się głównie z przebraniami, zbieraniem słodyczy i pomarańczowymi lampionami. Tymczasem ważna część jego historycznego zaplecza wiąże się z Irlandią i Samhain — dawnym świętem wyznaczającym przejście do zimowej części roku. National Museum of Ireland przypomina, że w tradycyjnym irlandzkim kalendarzu obchody wiązały się z nocą z 31 października na 1 listopada. Towarzyszyły im przebieranie się, zabawy, wróżby, jedzenie sezonowe oraz opowieści o istotach nadprzyrodzonych.

Nie oznacza to, że wszystkie współczesne zwyczaje Halloween pochodzą bezpośrednio z jednego celtyckiego obrzędu. Tradycje zmieniały się przez stulecia pod wpływem religii, migracji i kultury popularnej. Jedna przemiana jest jednak wyjątkowo dobrze udokumentowana: zanim wielką ikoną Halloween stała się dynia, w Irlandii i części Wielkiej Brytanii wycinano groźne twarze w rzepach.

Wydrążona rzepa ze świecą w środku miała wyglądać niepokojąco. Takie lampiony umieszczano na murach, przy bramach lub w oknach. W zbiorach National Museum of Ireland opisano nawet obiekt związany z tym zwyczajem: w 1943 roku muzeum otrzymało lampion z rzepy z hrabstwa Donegal, a muzealna artystka Eileen Barnes wykonała jego gipsową replikę. Według przekazanej relacji podobne lampiony wykonywano w tej okolicy około 1900 roku. Dziś łatwo zapomnieć, że to właśnie taki nieforemny korzeń był poprzednikiem znajomej pomarańczowej twarzy.

Irlandzcy emigranci przenieśli tradycję za Atlantyk. W Ameryce dynie były łatwiej dostępne i wygodniejsze do wydrążenia, dlatego z czasem wyparły rzepę jako najpopularniejszy materiał na lampiony. Współczesny jack-o’-lantern ma więc europejskie korzenie, choć jego najbardziej rozpoznawalna postać upowszechniła się w Ameryce.

Irlandzki Jack i mała scena LEGO w muzeum

Z lampionem łączy się ludowa opowieść o Jacku. Jej wersje różnią się szczegółami, ale łączy je bohater, który próbuje przechytrzyć diabła, a po śmierci nie znajduje miejsca ani w niebie, ani w piekle. Ma wędrować po świecie z żarzącym się węglem umieszczonym w wydrążonej rzepie. To legenda, nie relacja o wydarzeniu historycznym; jej zadaniem było nadawanie sensu tajemniczym światłom i opowiadanie o granicy między światem żywych a zmarłych.

Historia otrzymała współczesną, zaskakującą interpretację z klocków. 20 października 2026 roku Galway City Museum opisało scenę wykonaną przez artystkę Jessicę Farrell, przedstawiającą Jacka z latarnią z rzepy przy bramach piekła. Muzeum umieściło tę miniaturę wśród swoich ekspozycji jako część zabawy w odnajdywanie małych konstrukcji LEGO.

To ważne rozróżnienie: nie mówimy o oficjalnym zestawie LEGO ani o rekonstrukcji zabytku. To autorska praca z klocków, która wykorzystuje znany materiał do opowiedzenia lokalnej historii. W dodatku historia dotyczy nie dyni, lecz rzepy — elementu, którego większość osób nie łączy już z Halloween. Tak niewielki model potrafi uruchomić ciekawość skuteczniej niż kolejna dekoracja z uśmiechniętą dynią.

Jak współczesne Halloween wygląda w zestawach LEGO?

Popularne wyobrażenie o Halloween dobrze widać na przykładzie Wieńca na Halloween 40825 z 2025 roku. LEGO zestawiło w nim rozpoznawalne symbole: dynie, nietoperza, ducha i pajęczą sieć. Nie ma tu jednej opowieści folklorystycznej. Jest raczej wizualny skrót, dzięki któremu bez podpisu rozumiemy, z jakim świętem wiąże się dekoracja.

Podobnie działa Dyniowy pickup 40822, również z 2025 roku. Na pace samochodu znajduje się duża dynia z przerażającą twarzą, a wewnątrz można schować mniejszą dynię i element czaszki. Motyw nie odtwarza irlandzkiej legendy Jacka. Wykorzystuje jej odległy, współczesny symbol i przenosi go w żartobliwą scenerię.

Te konstrukcje pokazują, jak działa kultura popularna: z bardzo długiej historii wybiera kilka natychmiast rozpoznawalnych znaków. Dynia staje się dekoracją, duch — sympatycznym bohaterem, a czaszka — elementem lekkiej grozy. Nie ma w tym nic niewłaściwego, dopóki pamiętamy, że taka estetyka nie jest opisem wszystkich tradycji związanych z przełomem października i listopada.

Día de Muertos nie jest meksykańską wersją Halloween

Najważniejsza różnica pojawia się wtedy, gdy spojrzymy na Meksyk. Día de Muertos, czyli Dzień Zmarłych, odbywa się na przełomie października i listopada, a jego najbardziej znane obchody przypadają na 1 i 2 listopada. Zbieżność terminów oraz obecność czaszek sprawiają, że bywa mylony z Halloween. Jest to jednak odrębna tradycja, której znaczenie nie sprowadza się do przebierania i straszenia.

UNESCO opisuje ją jako święto zakorzenione w kulturach rdzennych społeczności Meksyku, łączące dawne rytuały z katolickim kalendarzem. W centrum pozostaje pamięć o zmarłych krewnych oraz wyobrażenie ich czasowego powrotu do bliskich. Rodziny przygotowują ofrendas — ołtarze z fotografiami, świecami, kwiatami, jedzeniem i przedmiotami przypominającymi konkretne osoby. Są to znaki gościnności i więzi, nie dekoracje stworzone wyłącznie po to, by wyglądały strasznie.

Ważne miejsce zajmują kwiaty cempasúchil, czyli aksamitki z rodzaju Tagetes. Ich intensywna żółto-pomarańczowa barwa i zapach mają według tradycji prowadzić dusze do domów. Pojawiają się też ozdobne czaszki, papierowe wycinanki, świece i pokarmy. Smithsonian Center for Folklife and Cultural Heritage zwraca ponadto uwagę na motyla monarchę, którego jesienny przylot do Meksyku wiąże się w niektórych przekazach z duszami zmarłych. Znaczenie poszczególnych symboli bywa różne zależnie od społeczności i regionu; nie należy zamieniać całego święta w sztywny słownik ikon.

Różnica względem Halloween nie polega więc na tym, że w jednym przypadku pojawiają się szkielety, a w drugim nie. Polega na tym, jaką rolę pełnią. Meksykańska kolorystyka i postacie kojarzone ze śmiercią mogą towarzyszyć radosnemu spotkaniu rodziny, pamięci i opowieściom o ludziach, których już nie ma.

Kim naprawdę jest La Catrina?

Jednym z najlepiej rozpoznawalnych meksykańskich symboli jest La Catrina — elegancka kobieca postać szkieletu, zwykle w ozdobnym kapeluszu i wyrafinowanym stroju. Łatwo uznać ją za dawną bohaterkę bezpośrednio wywodzącą się z obrzędów Día de Muertos. Jej historia jest jednak znacznie nowsza i bardziej przewrotna.

Początki wizerunku wiążą się z José Guadalupe Posadą, meksykańskim grafikiem i satyrykiem przełomu XIX i XX wieku. Przedstawiał czaszki i szkielety, aby komentować życie społeczne, nierówności i ludzkie pretensje. Jego La Calavera Garbancera — czaszka w efektownym kapeluszu — wyśmiewała osoby wypierające się swoich korzeni i naśladujące europejskie elity. Pierwotnie postać nie była ubraną w pełną suknię damą znaną z dzisiejszych dekoracji.

Jej późniejszy wygląd i nazwę upowszechnił malarz Diego Rivera, który umieścił ją w eleganckim stroju na muralu Sen niedzielnego popołudnia w parku Alameda Central z 1947 roku. Z czasem La Catrina stała się jednym z symboli Día de Muertos i meksykańskiej kultury wizualnej. To nie tylko dekoracyjna czaszka. Wciąż można w niej dostrzec satyryczną myśl, że wobec śmierci społeczny status i bogactwo tracą znaczenie.

Trzy spojrzenia LEGO na Día de Muertos

LEGO pokazywało tę tradycję kilkakrotnie, za każdym razem wybierając inny punkt ciężkości. Szczególnie dobrze widać to po zestawieniu trzech modeli — nie przez ich ceny czy liczbę elementów, ale przez to, co próbują przedstawić.

BrickHeadz 40492 Szkieletowa dama (2021): postać jako znak kultury

Model 40492 sprowadza La Catrinę do charakterystycznej stylistyki BrickHeadz: kanciastej sylwetki, dekoracyjnej twarzy i ciemnoróżowego kapelusza z kwiatem. Mimo uproszczenia pozostaje rozpoznawalna dzięki nakryciu głowy i eleganckiej prezentacji. To przykład, jak styl zabawkowej figurki może nawiązywać do postaci o długiej historii w sztuce.

40811 Ołtarz dla zmarłych (2025): pamięć zamiast straszenia

W zestawie 40811 najważniejsza nie jest postać, lecz obrzęd. Dwustronna konstrukcja pokazuje z jednej strony ozdobioną kwiatami czaszkę, a z drugiej ołtarz z łukiem kwiatowym i symboliczną ofiarą z jedzenia. To właśnie ten drugi motyw pozwala zrozumieć istotę ofrendy: przedmioty i potrawy pojawiają się po to, by wspominać bliskich. Model w uproszczony sposób nawiązuje do zwyczaju, którego pełne znaczenie wykracza daleko poza niewielką dekorację.

LEGO Ideas 21372 La Catrina (2026): strój, kwiaty i motyle

Najbardziej rozbudowaną z tych interpretacji jest LEGO Ideas 21372 La Catrina, wprowadzona w sierpniu 2026 roku. Zestaw liczy 1212 elementów. Przedstawia szkieletową postać w eleganckim stroju, z kwiatami inspirowanymi cempasúchil, dekoracjami przypominającymi cukrowe czaszki i motylami monarchy. Różowe akcenty ubioru oraz detale nakrycia głowy nie służą jedynie ozdobie — odsyłają do szerszego meksykańskiego języka wizualnego.

Historia tego zestawu też jest ważna. Jego początkiem był projekt fana José Miguela Mediny Péreza, znanego w LEGO Ideas jako yop1172. Jak opisywano w materiałach związanych z projektem, inspiracją były między innymi gliniane figury La Catriny oglądane w miejscowości Capula w meksykańskim stanie Michoacán. Gotowy model LEGO nie jest prostą kopią zgłoszonej pracy: przeszedł etap opracowania przez projektantów firmy.

W rozmowie z Brick Fanatics projektanci LEGO Ideas opowiadali o konsultacjach z meksykańskimi współpracownikami i samym autorem projektu. Rozmawiano między innymi o kolorach, proporcjach oraz znaczeniu kwiatów i motyli. W osobnej wypowiedzi projektantka graficzna Melody Flores wskazała na znaczenie odcienia Rosa Mexicano w kulturze wizualnej Meksyku. Nie jest to gwarancja, że pojedyncza figurka oddaje całą różnorodność święta, ale pokazuje świadome podejście do źródła inspiracji.

Patrząc na te trzy modele razem, łatwiej zauważyć zmianę perspektywy: postać → obrzęd → rozbudowana interpretacja symboli. Żaden z nich nie zastępuje wiedzy o meksykańskiej tradycji, ale każdy może być dobrym punktem wyjścia do jej poznawania.

Halloween, Día de Muertos i polskie pierwsze dni listopada

W Polsce przełom października i listopada wygląda jeszcze inaczej. 1 listopada, we Wszystkich Świętych, oraz 2 listopada, w Dzień Zaduszny, ważną rolę odgrywają odwiedzanie cmentarzy, światło zniczy, kwiaty i pamięć o zmarłych. Choć obchody mają różny charakter religijny i kulturowy, pozwalają dostrzec wspólny ludzki temat obecny także w Meksyku: chęć podtrzymywania więzi z tymi, którzy odeszli.

Nie należy jednak mówić, że Día de Muertos to kolorowa odmiana polskich Zaduszek, tak samo jak nie jest odmianą Halloween. Obrzędy mają różne korzenie, lokalne odmiany i sposoby przeżywania. Podobna symbolika — świeca, kwiat czy czaszka — może pełnić zupełnie inne funkcje. Kontekst jest ważniejszy niż sam kształt dekoracji.

Co klocki mogą opowiedzieć o kulturze?

Wydrążona dynia, irlandzka rzepa i kapelusz La Catriny nie muszą trafić do jednej szuflady podpisanej „straszne rzeczy”. To trzy punkty wyjścia do różnych opowieści. Pierwszy pokazuje, jak tradycja zmienia się pod wpływem migracji i popkultury. Drugi przypomina o miejscowym folklorze. Trzeci prowadzi do sztuki, satyry i meksykańskich obchodów pamięci o zmarłych.

LEGO nie jest podręcznikiem historii ani kompletną dokumentacją obrzędów. Może jednak robić coś pożytecznego: zatrzymać nas na chwilę przy dobrze znanym kształcie i zachęcić, byśmy zapytali, skąd naprawdę się wziął. A odpowiedź bywa o wiele ciekawsza niż sama halloweenowa dekoracja.

Źródła i dalsza lektura